Hej misie! :)
Zaczął się właśnie dla mnie ostatni dzień mojego długiego weekendu (wyjątkowo miałam wolny piątek i nie musiałam iść do szkoły). Nieźle sobie odpoczęłam i wreszcie się wyspałam! Trochę żałuję, że ani w piątek, ani wczoraj nie zrobiłam nic produktywnego, dlatego dzisiejszy dzień zamierzam wykorzystać lepiej, zaczynając od nowego posta na blogu! Miłego czytania :)
![]() |
| Mój kotek też interesuje się kosmetykami ;) |
Fasolkowy
BB to mój drugi krem BB z firmy SkinFood. Pierwszym był BB grzybkowy, z którego
byłam bardzo zadowolona; może nie nazwałabym jego działania efektem wow, ale na
co dzień wystarczał zdecydowanie. Z tego powodu nie wahałam się z zakupem Red
Bean BB Cream, byłam pewna, że w wielu kwestiach będzie wypadać podobnie co
grzybkowy – niestety, myliłam się. Dlaczego? Wyjaśniam w recenzji poniżej.
Co obiecuje nam producent?
„Osławiony fasolkowy krem BB, który świetnie odżywia skórę.
Bardzo dobrze stapia się z
skórą, dając efekt promiennej, pełnej blasku. Kosmetyk
także nawilża i chroni przed promieniowaniem UV. Ma ciepłe europejskie podtony.” (rubishop.pl)
Moje doświadczenia
SPF20 PA+ - niestety nie jestem w stanie w
100% potwierdzić tego punktu, bo używam także innych filtrów dla bezpieczeństwa
mojej twarzy (sam BB niestety nie wystarczy na cały dzień ochrony). Wydaje mi
się jednak, że można uwierzyć na słowo producentowi i nie obawiać się
słonecznego blasku czy opalenizny.
Konsystencja – Red Bean jest dosyć rzadki,
trochę wodnisto-oleisty (jeśli tak to mogę określić). Ma niestety lekką
tendencję do rozwarstwiania się, co jest dla mnie dużym minusem, bo żaden inny
BBik nigdy mi tego nie robił. Oczywiście teraz zapobiegawczo zawsze wstrząsam
butelką przed użyciem, ale wciąż – to nieprzyjemna sprawa.
![]() |
| Swatch fasolkowego BB |
Krycie – i tu właśnie jest największy
minus tego BB kremu – nie kryje. Po
prostu. Może chwilę po nałożeniu skóra rzeczywiście wygląda lepiej – bardziej
wyrównany koloryt, mniej widoczne pory, ale efekt znika bardzo szybko. Odradzam
więc ten krem każdej osobie borykającej się z poważnymi problemami skórnymi
(trądzik, zaskórniki, naczynka) – Red Bean nie poradzi sobie z nimi. Już przy
nakładaniu go na skórę wydaje się trochę transparentny, bardziej jak krem
nawilżający niż BB. Jak dla mnie – działa to na niekorzyść tego produktu,
chociaż wiem, że znajdą się osoby szukające właśnie takiego bardzo lekkiego BB.
Ja jednak używam go tylko, gdy moja cera wygląda bardzo dobrze, lub gdy idę do
przysłowiowego „warzywniaka”. (PS. Krycie tego BB i konsystencję mogę porównać
z Dream Girls BB od Skin79).
Stapianie się ze skórą – tutaj nie mogę narzekać.
Transparentność kremu sprawia, że dopasuje się on chyba do każdego koloru cery.
Mimo to, ma dwa odcienie, ja mam oczywiście ten jaśniejszy. Odcień jest dosyć
neutralny, chociaż delikatnie wchodzi w różowawe tony i nie polecałabym go do
bardzo ziemistej cery.
Promienna, pełna blasku skóra – Red Bean zostawia na skórze
efekt delikatnego, nienachalnego blasku. Niestety słaba trwałość kremu sprawia,
że blask znika bardzo szybko, więc nie mogę dać za to żadnego plusa produktowi
SkinFood. Wspomniany Dream Girls miał o wiele trwalsze i ładniejsze
rozświetlone wykończenie.
![]() |
| Skład z tyłu jest niestety tylko w języku koreańskim (krem nie posiada osobnego pudełka) |
Wydajność – tu żadnych niespodzianek –
jest tak wydajny jak większość testowanych przeze mnie BB. O ile nakładamy
jedną warstwę, a przy takim kryciu trzeba by jednak być bardziej hojną. Trochę
ciężko ocenić mi ten punkt, bo tak jak wspominałam, kremu używam tylko w te
mniej ważne dni, więc ubywa go powoli.
Cena – nie pamiętam, za ile kupiłam mój
egzemplarz, ale w Internecie zwykle można go znaleźć za 50-60 zł. Jest to
umiarkowana cena jak za BB, ale teraz wiem, że wolałabym dorzucić parę złotych
i kupić grzybkowy BB lub zupełnie inny.
Opakowanie – tutaj nie mam się do czego
przyczepić. Krem jest w tubce, identycznej wielkości co grzybkowy, ale ma
plastikową zakrętkę, a nie taką pokrytą kartonikiem. Sama tubka wygląda troszkę
jak czerwona fasolka – ma identyczny kolor i odbija światło. Jak dla mnie super
pomysł. Naklejki także są estetyczne, typowe dla produktów SkinFood.
![]() |
| Pięknie wykonane opakowanie |
Plusy – musiałam dodać ten punkt,
żebyście się kompletnie nie załamały ;) Red Bean ma jeden dość duży plus – dzięki
lekkiej konsystencji nie podkreśla suchych skórek, nie czuć go na buzi i jest
przyjemny w działaniu i aplikacji (trochę jak krem nawilżający). Dlatego mimo
innych minusów, nadal jestem skłonna używać go w te lepsze dni mojej cery albo
ewentualnie w duecie z dobrą bazą pod makijaż. No i zapach kosmetyku, kremowy,
przyjemny, troszkę jak kremy Nivea lub Bambino. Podoba mi się bardziej niż
troszkę dziwny, ziołowy zapach grzybkowego BB.
Podsumowując:
SkinFood
Red Bean BB Cream zdecydowanie nie zdobył mojego serca i nie mam zamiaru
kupować go po raz drugi. Szczerze mówiąc, to zawiodłam się na nim. Widziałam,
że na wizażu jego ocena nie jest wysoka, ale wiele blogerek miało całkiem
pozytywne zdanie o nim, więc liczyłam na coś fajnego do codziennego użytku, szczególnie,
że właśnie grzybkowy SkinFood taki był. Jego fasolkowy braciszek to jednak
„inna para kaloszy” i nie mogę go wam polecić.
Testowałyście kiedyś Red Bean BB?
Jakie wrażenie zrobił na was? Lubicie lekkie BB?
~ Koala <3
~ Koala <3




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz