Nareszcie piątek, a dla mnie ostatni piątek przed przerwą świąteczną, bo w przyszłym tygodniu normalnych lekcji nie mam. Niestety i tak czeka mnie nauka - przed maturą, ale narzekać nie mogę, bo i tak o wiele przyjemniej uczy się w domu niż siedząc na twardych, niewygodnych krzesłach w szkole (sic!).
Mam nadzieję, że jesteście równie podekscytowani weekendem co ja! Jutro wybieram się na Targi Edukacyjne do MTP w Poznaniu. Może się tam zobaczymy?
Tymczasem zapraszam do recenzji kolejnego koreańskiego specyfiku - miętowej bazy pod makijaż Lioele.
![]() |
| Dollish Vel Vita BB od Lioele |
Dollish Vel Vita BB był drugim elementem mojego świątecznego prezentu (razem z Precious Mineral BB). Była to swego rodzaju niespodzianka, bo w ogóle o niego nie prosiłam, ale sprawił mi wiele radości. Z początku myślałam, że to zwykły krem BB, ale potem doczytałam słowa „Make Up Base”. Chociaż największym zdziwieniem był kolor – miętowa zieleń? :) Szybko okazało się jednak, że to naprawdę kosmetyk-cud.
Co obiecuje nam producent?
„Lioele Dollish Veil Vita to witaminowy krem BB 2 w 1 pełniący funkcję zarówno bazy pod makijaż jak i kremu BB - koryguje zaczerwienienia / żółte przebarwienia i zasinienia oraz kryje niedoskonałości i wyrównuje koloryt. To krem BB nowego typu, który daje bardziej naturalny efekt, dzięki mikro kapsułkom dostosowującym się do Twojego koloru cery. Daje uczucie nawilżenia bez efektu tłustości.
Dollish Veil Vita zawiera 6 witamin, by kompleksowo dbać o Twoją skórę:
- witamina A (Retinol),
- witamina B5 (Pantenol),
- witamina C (Ascorbyl Glucoside),
- witamina E (Tocopheryl Acetate),
- witamina F (Tocopheryl Linoleate),
- witamina H (Biotin).
Dostępny w dwóch odcieniach: Gorgeous Purple - Light Beige, Natural Green - Natural Beige.”
(wizaz.pl)
Moje doświadczenia
SPF25 i PA++ - praktycznie zawsze używam tej bazy w połączeniu z innym BB kremem, więc ciężko mi ocenić tę kwestię. Myślę jednak, że tak jak w innych azjatyckich kosmetykach, filtry będą dobrze chronić w zwykłe dni, a w razie dłuższej ekspozycji na słońce konieczna będzie dodatkowa ochrona.
Konsystencja – dość gęsty i „suchy” krem, troszkę ciężko jest go równomiernie rozsmarować (co jest bardzo ważne, zważywszy na kolor), ale daje radę. Mimo tej suchości nie ściąga skóry, wręcz przeciwnie, już po nałożeniu wtapia się w nią i nie czujemy go na buzi.
Krycie – cudowne! Moja wersja, ta zielona, jest przeznaczona dla cer z zaczerwienieniami, więc dla mnie (problemy z trądzikiem, trochę popękanych naczynek) i mojej mamy (popękane naczynka) sprawdza się idealnie. Po nałożeniu go cera ma równomierny koloryt, a niedoskonałości stają się mniej widoczne. Gdy dodatkowo użyjemy kremu BB, otrzymujemy efekt gładkiej, promiennej i zdrowej cery.
![]() |
| Bez makijażu |
![]() |
| Po nałożeniu Dollish - o wiele mniej zaczerwienień! |
Stapianie się ze skórą – tak jak wspominałam, niedokładnie rozsmarowany może zostawić jasnozielony odcień w niektórych miejscach, ale wystarczy go dobrze rozprowadzić, by zobaczyć, jak pięknie wtapia się w skórę. Dopasowuje się do jej odcienia, szczególnie u bladolicych (choć u mojej mamy, która ma ciepłą, dość ciemną karnację także się sprawdza). Sprawia, że skóra jest miękka i gładka, nie daje efektu ani rozświetlenia, ani matu – jest po prostu naturalnie.
Wydajność – jest naprawdę świetna. Jedna pompka (ilość, jaką mam nałożoną na zdjęciu) wystarcza na pokrycie całej twarzy. Oczywiście można miejscowo dodać nieco więcej kremu, by zakryć konkretne zaczerwienienia czy stany zapalne. Jednak gdy zamierzamy dodać na wierzch zwykły BB, nie jest to konieczne.
Cena – u mojego zaufanego sprzedawcy jest za 64,99 zł za 30 ml. Dla niektórych może się wydawać, że to dużo, ale ten produkt naprawdę jest tego warty, szczególnie, że dzięki bardzo dobrej wydajności posłuży nam długo nawet przy codziennym używaniu.
Opakowanie – śliczna, zgrabna buteleczka z pompką. Pięknie prezentuje się na półeczce z kosmetykami. Jestem wielką fanką kosmetyków w ładnych opakowaniach i kosmetyki japońskie oraz koreańskie niezmiennie zaskakują mnie bardzo „kawaii” designem opakowań :)
![]() |
| Swatch |
Wady – to oczywiście tępa konsystencja i przez to nieco utrudnione aplikowanie na twarz. Poza tym nie widzę żadnych znaczących wad. Spełnia swoje zadanie w każdym calu.
Podsumowując:
Poleciłabym ten produkt każdemu, kto zmaga się z zaczerwienieniami, stanami zapalnymi, trądzikiem, zaskórnikami czy pękającymi naczynkami. Choć niestety ten kosmetyk nie pomoże ich zaleczyć, nie zaszkodzi im, a pozwoli uzyskać efekt wypoczętej, zdrowej i gładkiej cery. Nie testowałam wersji fioletowej, ale uważam, że skoro jest siostrą bliźniaczką tej zielonej, to nie może być gorsza ;> Jeśli któraś z was miała Dollish Vel Vita BB Gorgerous Purple niech koniecznie wypowie się w komentarzu na jego temat!
Jaka jest wasza ulubiona baza pod makijaż? :)
~ Koala <3




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz